Rycerz Niepokalanej 35 artykułów
SPONSORED ARTICLE
FEATURED ARTICLE

Related Articles

Podziel się Zgłoś naruszenie

Natuzza Evolo - Święta mistyczka

Natuzza Evolo, święta ktróa otrzymała wiele darów Ducha Świętego, nazywana św Ojciec Pio w spódnicy...

Przezentujemy trzy artykóły na temat służebnicy Bożej i mistyczki Natuzzy Evolo

Płakała krwawymi łzami! Historia stygmatyczki Natuzzy Evolo - Luciano Regolo

Nie nadużywajcie mojego miłosierdzia

 
autor: ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Natuzza Evolo nigdy z własnej inicjatywy nie nawiązywała kontaktu ze zmarłymi. To sam Pan Bóg decydował, kiedy i jacy zmarli mogli się z nią spotykać i przekazywać przez nią orędzia.

W domu Natuzzy gromadzili się ludzie, aby się modlić na różańcu i odmawiać inne modlitwy, a po ich zakończeniu rozmawiano na różne tematy religijne. Natuzza była uśmiechnięta, zrównoważona i promieniowała radością i pokojem. W pewnym momencie, którego nikt nie mógł przewidzieć, a więc najczęściej podczas różańca lub rozmowy, Natuzza wpadała w ekstazę, podczas której ujawniały się dusze zmarłych, mówiące do zebranych. Każda z dusz przemawiała swoim głosem, a więc były to głosy kobiet, mężczyzn, starych, młodych oraz dzieci. Ekstaza taka trwała od 15 do 30 minut.

Poprzez Natuzzę zmarli przekazali nam, żyjącym na ziemi, następujące orędzie: „Wiedzcie, że tu, gdzie jesteśmy, jest wieczność, a wy na ziemi macie do niej dojrzewać i się do niej przygotowywać. Ze szczerym żalem proście Miłosiernego Boga o przebaczenie wszystkich śmiertelnych grzechów, które popełniliście w pełni świadomie i dobrowolnie. Jeżeli tego nie uczynicie, pójdziecie do piekła. Proście także o przebaczenie grzechów popełnionych w dobrej wierze oraz wszystkich grzechów powszednich. Dlaczego opuszczacie i lekceważycie niedzielną Mszę św.? Może dlatego, że nie chcecie dać satysfakcji księżom? Kiedy odprawiają Mszę św., oni reprezentują Jezusa Chrystusa i nie powinno was interesować to, że mają jakieś słabości i wady. Uczestniczcie w każdą niedzielę we Mszy św., przestrzegajcie prawa Bożego, idźcie prostą drogą. Jezus jest bardzo smutny, dlatego że tak dużo w świecie jest grzechów. Módlcie się, módlcie się, bo inaczej zło w świecie, które jest skutkiem grzechów, nie będzie przezwyciężone”.
Natomiast dusze potępione w piekle tak się żaliły: „O, gdybyśmy mogli wrócić na ziemię! Chcielibyśmy ponieść każde cierpienie, bylebyśmy mogli się zbawić. Jak bardzo bylibyśmy zadowoleni, gdybyśmy mogli pozostać tutaj, w tym strasznym cierpieniu, przez tyle lat, ile jest ziarenek piasku morskiego! Jesteśmy w tym wiecznym ogniu dlatego, że wielu z nas zanegowało istnienie Boga, lub dlatego, że świadomie odrzuciliśmy Jego nieskończone miłosierdzie i nie prosiliśmy o przebaczenie naszych grzechów”.
 
Zachowało się wiele sprawozdań ze spotkań Natuzzy ze zmarłymi. A oto jedno z nich, z 5 października 1947 r.: „W domu Natuzzy tego wieczoru był dr Nicola Valente ze swoją żoną, bratem, szwagrem i innymi ludźmi. Po rozmowie towarzyskiej odmówiliśmy różaniec. O godz. 20.15 Natuzza oparła swoją głowę o ramię. Poruszała wolno wargami, ale nie było słychać żadnego głosu; cała się usztywniła. W pewnej chwili usłyszeliśmy dziecięcy głos: »Przepraszam! Dlaczego się boicie? Jest nas tutaj dwóch i nic złego wam nie zrobimy«. Przybysze powiedzieli, że są zmarłymi dziećmi dra Valente, i potem długo rozmawiali ze swoimi rodzicami. Ich słowa wzruszyły słuchających do łez. »Chcielibyśmy dać kilka rad naszym rodzicom, lecz dzisiaj nie możemy, za dużo jest tutaj ludzi. Kochana Mamo, widzimy cię bardzo nerwową i także tato nie jest pogodny, bądźcie spokojni i cierpliwi«.
Zaraz potem słychać było inny głos, ponury, ochrypły i dyszący: »Jestem Raffaele Barbuto z Porto Salvo«. Nikt z zebranych go nie znał. Głos mówił dalej: »Jestem skazany na wieczny piekielny ogień, dlatego że zniszczyłem jedną dziewczynę… Strzeżcie się przed popełnianiem grzechów nieczystości, nie gorszcie innych, szanujcie kobiety«.
Później mówił Galati Gaspare, kuzyn jednej pani z  Vibo Valentia. Pomyślałam, że jest to brat pani Galati z Mileto. Wtedy usłyszeliśmy: »Nie, jestem jej kuzynem. Cierpię w ogniu czyśćcowym, dlatego że w czasie ziemskiego życia myślałem tylko o tym, jak się zabawić, ale przed śmiercią żałowałem i byłem u spowiedzi. Módlcie się za mnie, bardzo potrzebuję modlitwy i wstawiania się za mną«.
Usłyszeliśmy potem przerażający głos dziewczyny: »Z powodu kalumnii jestem potępiona na wieki, bez żadnej nadziei i ulgi. Nic nie możecie mi pomóc. Pomyślcie o swojej wieczności, póki jeszcze macie czas. Uwiodłam kapłana, wiele razy popełniałam ten sam straszny grzech. Nie chciałam się nawrócić i znienawidzić grzechu nieczystości. Teraz jestem zatracona na zawsze. Zaraz po śmierci Jezus powiedział mi: Katarzyno, niebo nie jest dla ciebie. Na koniec krzyknęła: »moje życie, moje cierpienie, mamma mia…«. Nikt z obecnych nie widział, kim jest ta dziewczyna.
Inna kobieta z czyśćca, w doskonałym dialekcie z Palmi, powiedziała, że nazywa się Rosina Tripoli i że odpokutowuje swoje grzechy, klęcząc przed obrazem Matki Bożej w swoim domu. Chwilę potem usłyszeliśmy dziecko, które przedstawiło się, że jest siostrą dra Valente, który był z nami obecny. Dziewczynka zmarła w wieku dwóch lat. Mówiła: »Jestem w niebie i modlę się za wszystkich. Módlcie się gorąco za naszego ojca; bardzo potrzebuje modlitwy w tym momencie…«”.
Pewnego dnia zebrani w domu Natuzzy usłyszeli głos zmarłego dziecka, które mówiło: „Niektórzy myślą, że jest to tylko przekaz myśli; tutaj nie jest to jakiś przekaz, ale to my sami bezpośrednio do was mówimy, posługując się tą dziewczyną (Natuzzą) za pozwoleniem Boga. Możecie mówić, bez obawy pomyłki, że słyszycie nas spoza grobu, jakby przez radio. Wszystko to dzieje się z woli Jezusa, który teraz jest z nami”.
Innym razem jeden ze zmarłych tak mówił: „Wszyscy, którzy teraz słuchacie, wiedzcie, że to, co tutaj się dzieje, jest za zgodą Boga. Dziewczyna (Natuzza) jest tylko narzędziem, którym Bóg się posługuje, aby wezwać was do zachowywania Jego przykazań: przykazania miłości, miłosierdzia i ofiary. Jest to bezpośrednie »radio« z zaświatów. Wiedzcie, że w życiu po śmierci dla każdego człowieka rzeczywiście istnieje kara za grzechy i nagroda za dobre postępowanie”.
Cierpiący w czyśćcu pokazywali się Natuzzy w ciele, w którym się znajdowali przed śmiercią, ale ubrani w strój, który najbardziej lubili. Natomiast dzieci pokazywały się, jakby były w wieku siedmiu lat, a młodzież do 33 lat. Pan Bóg wybrał tę formę, aby zmarli mogli być rozpoznani przez swoich najbliższych. Początkowo Natuzza nie mogła rozeznać, czy to są żywi czy zmarli, dopiero przez dotyk się orientowała, że to są dusze zmarłych, którzy cierpią w czyśćcu. Łatwo rozpoznawała dusze przychodzące z nieba, gdyż były one ubrane w białe szaty oraz promieniowały szczególnym światłem miłości i szczęścia. Nie widziała natomiast ludzi potępionych; słyszała tylko to, co Bóg kazał im powiedzieć.
Podczas ekstazy Natuzza opierała głowę na ramieniu, jakby spała. Jej wargi nie poruszały się, a jednak słowa płynnie wychodziły z jej ust. Nie było słuchać jej głosu, mówili jedynie zmarli – nie tylko po włosku, ale również w innych językach: po francusku, hiszpańsku, niemiecku, turecku. Słychać było, jak mówili jeden po drugim lub wszyscy razem. Były to głosy dzieci, kobiet, mężczyzn, ludzi starszych, księży, biskupów, papieży, filozofów i wieśniaków. Wszyscy prosili o modlitewną pomoc, aby ulżyć im w cierpieniach; wzywali także do nawrócenia i wytrwałości na drodze do doskonałości.
Święty Tomasz z Akwinu pisał w Sumie teologicznej, że dusze czyśćcowe ukazują się po to, aby prosić żyjących na ziemi o modlitwę, tak aby mogły się jak najszybciej oczyścić z konsekwencji swoich grzechów i pójść do nieba. Objawiają się także, aby pocieszać członków swojej rodziny oraz swoich przyjaciół, by dodać im otuchy i odwagi w kroczeniu drogą wiary. Natomiast dusze potępione objawiają się na wyraźne polecenie Boga, gdyż przez ich świadectwo niewyobrażalnego cierpienia w piekle Pan Bóg pragnie wzbudzić zbawczy lęk zatwardziałych grzeszników oraz wstrząsnąć ich sumieniami, żeby się opamiętali i nawrócili.
Podczas ziemskiego życia nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego, jak bardzo cierpią dusze w czyśćcu. Święty Tomasz pisze: „Najmniejsze cierpienie w czyśćcu jest jak największy i najgwałtowniejszy ból na ziemi”. Dusze czyśćcowe kochają Boga gorącą miłością, akceptują cierpienie jako jedyną drogę dojrzewania do nieba. W tym doświadczeniu cierpienia umacniają i pocieszają ich Matka Boża, aniołowie oraz święci.
Modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące jest wielkim aktem miłosierdzia: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Miłosierdzie okazywane ludziom cierpiącym w czyśćcu jest bardziej cenione przez Boga od miłosierdzia okazywanego żyjącym na ziemi. Msza św. jest największym darem, jaki możemy ofiarować duszom czyśćcowym, a kiedy się modlimy za zmarłych, otrzymujemy od Boga wyjątkowe łaski. Wielką pomocą dla zmarłych jest ofiarowana w ich intencji jałmużna.
O tym, czy zmarli mogą się z nami kontaktować, decyduje tylko sam Pan Bóg, a nigdy człowiek. Z tego powodu Kościół katolicki zabrania wiernym kontaktowania się ze zmarłymi za pomocą jakiegokolwiek medium, dlatego że wtedy następuje otwarcie się na zwodnicze działanie duchów nieczystych, które podszywają się pod dusze zmarłych. Uczestnicy takich spirytystycznych spotkań ciężko grzeszą przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu i doznają niepowetowanych szkód duchowych. Podczas takich seansów ich uczestnicy są poddawani działaniu złych mocy i często dochodzi do przypadków opętania.
Adwokat Silvio Colloca opowiada, że w 1944 r. był świadkiem tego, jak Natuzza zapadła w ekstazę. Po pewnym czasie usłyszał dziecięcy głos: „Jestem twoim wujkiem Silvio”. Rzeczywiście, ośmioletni Silvio, brat ojca adwokata, zmarł w 1874 r. Nawiązała się między nimi rozmowa. Adwokat zapytał go (zmarłego wujka) o swoją siostrę Stellę oraz o jej męża, którzy mieszkali na północy Włoch i o których podczas wojny zaginął wszelki słuch. Zmarły chłopiec – wujek powiedział Colloce, aby nie martwił się o nich, ponieważ oboje mieszkają w Tarvisio i mają się dobrze. Po skończonej wojnie Silvio przekonał się, że jest to prawda.
Podczas tej samej ekstazy szwagier Silvia chciał potrząsnąć Natuzzą, aby ją obudzić. Usłyszeli wtedy głos zmarłego chłopca: „Nic to nie pomoże. Choćbyś ją wyrzucił przez okno, i tak się nie obudzi”. Na koniec przybysz z czyśca tak się pożegnał z adwokatem: „Już muszę iść, gdyż pozwolenie się skończyło. Przyjmij Komunię św. w mojej intencji”.
Adwokat nie ochłonął jeszcze ze zdumienia, gdy usłyszał inny, zachrypnięty głos dorosłego człowieka. Rozpoznał, że jest to jego krewny, który należał do masonerii i przed śmiercią wzgardził sakramentami. Tak mówił on do adwokata: „Cierpię, nie ma dla mnie żadnej nadziei, jestem potępiony w ogniu wiecznym. Nieustannie przeżywam straszne męczarnie”. Na wszystkich słuchających słowa te wywarły przerażające wrażenie.
Pan Jezus w różnoraki sposób pragnie dotrzeć do naszych serc, abyśmy otworzyli je i pozwolili się zanurzyć w oceanie Jego nieskończonego miłosierdzia. Tylko w ten sposób możemy na nowo się narodzić (por. J 3, 3).
Poprzez nadzwyczajny charyzmat Natuzzy dusze zmarłych dawały świadectwo o życiu po śmierci tylko w tym celu, aby ludzie się nawracali i podejmowali trud życia według Ewangelii w posłuszeństwie Jezusowi, który żyje, naucza i działa w Kościele katolickim.
Tak mówiła Matka Boża do Natuzzy podczas swego objawienia 1 kwietnia 1982 r.: „Jezus jest smutny, gdyż cały świat ponawia Jego ukrzyżowanie; ludzie myślą tylko o sprawach ziemskich, zaniedbując życie duchowe, a więc swoje dusze. Nie zdają sobie sprawy z tego, że życie ziemskie jest krótkie. Mogą zdobyć cały świat, ale gdy nie są z Jezusem, zatracają swoją duszę. Jezus jest dobry i pełen miłosierdzia, ale ostrzega: »nie nadużywajcie mojego miłosierdzia«”.
 

                                                                                                ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Historia chrześcijaństwa obfituje w życiorysy wybrańców Boga, którzy żyli na styku widzialnego z niewidzialnym. Natuzza Evolo ma stygmaty i wizje, prorokuje, walczy z diabłem, zapada w transy, podczas których zmarli i aniołowie używają jej głosu, rysuje krwią na chusteczkach przykładanych do jej skóry, przemieszcza się bez ograniczeń w przestrzeni. I już samo to wystarczyłoby, żeby określić ją jako niezwykłą. Tym razem jednak Pan Bóg jakby „przesadził”, bo… jej koza zdaje się rozumieć ludzki język, okazuje uprzejmość wobec ciężarnej Natuzzy, a raz nawet wypisuje kopytem na piasku pochwałę Maryi…

Natuzza Evolo nigdy z własnej inicjatywy nie nawiązywała kontaktu ze zmarłymi. To sam Pan Bóg decydował, kiedy i jacy zmarli mogli się z nią spotykać i przekazywać przez nią oredzia.

W domu Natuzzy gromadzili się ludzie, aby się modlić na różańcu i odma­wiać inne modlitwy, a po ich zakończeniu rozmawiano na różne tematy religijne. Natuzza była uśmiechnięta, zrównoważona i promieniowała radością i pokojem. W pewnym momencie, którego nikt nie mógł przewidzieć, a więc najczęściej podczas różańca lub rozmowy, Natuzza wpadała w ekstazę, podczas której ujawniały się dusze zmarłych, mówiące do zebranych. Każda z dusz przemawiała swoim głosem, a więc były to głosy kobiet, mężczyzn, starych, młodych oraz dzieci. Ekstaza taka trwała od 5 do 30 minut.

Poprzez Natuzzę zmarli przekazali nam, żyjącym na ziemi, następujące orę­dzie: „Wiedzcie, że tu, gdzie jesteśmy, jest wieczność, a wy na ziemi macie do niej dojrzewać i się do niej przygotowywać. Ze szczerym żalem proście Miłosiernego Boga o przebaczenie wszystkich śmiertelnych grzechów, które popełniliście w pełni świadomie i dobrowolnie. Jeżeli tego nie uczyni­cie, pójdziecie do piekła. Proście także o przebaczenie grzechów popełnionych w dobrej wierze oraz wszystkich grze­chów powszednich. Dlaczego opusz­czacie i lekceważycie niedzielną Mszę św.? Może dlatego, że nie chcecie dać satysfakcji księżom? Kiedy odprawiają Mszę św., oni reprezentują Jezusa Chry­stusa i nie powinno was interesować to, że mają jakieś słabości i wady. Uczest­niczcie w każdą niedzielę we Mszy św., przestrzegajcie prawa Bożego, idźcie prostą drogą. Jezus jest bardzo smutny, dlatego że tak dużo w świecie jest grze­chów. Módlcie się, módlcie się, bo ina­czej zło w świecie, które jest skutkiem grzechów, nie będzie przezwyciężone".

Natomiast dusze potępione w piekle tak się żaliły: „O, gdybyśmy mogli wró­cić na ziemię! Chcielibyśmy ponieść każde cierpienie, bylebyśmy mogli się zbawić. Jak bardzo bylibyśmy zadowoleni, gdybyśmy mogli pozostać tutaj, w tym strasznym cierpieniu, przez tyle lat, ile jest ziarenek piasku morskiego! Jesteśmy w tym wiecznym ogniu dla­tego, że wielu z nas zanegowało istnienie Boga, lub dlatego, że świado­mie odrzuciliśmy Jego nieskończone miłosierdzie i nie prosiliśmy o przeba­czenie naszych grzechów".

(…) 

Zaraz potem słychać było inny głos, ponury, ochrypły i dyszący: »Jestem Raffaele Barbuto z Porto Salvo«. Nikt z zebranych go nie znał. Głos mówił dalej: »Jestem skazany na wieczny pie­kielny ogień, dlatego że zniszczyłem jedną dziewczynę… Strzeżcie się przed popełnianiem grzechów nieczystości, nie gorszcie innych, szanujcie kobiety«.

Później mówił Galati Gaspare, kuzyn jednej pani z Vibo Valentia. Pomyślałam, że jest to brat pani Galati z Mileto. Wtedy usłyszeliśmy: »Nie, jestem jej kuzynem. Cierpię w ogniu czyśćcowym, dlatego że w czasie ziemskiego życia myślałem tylko o tym, jak się zabawić, ale przed śmiercią żałowałem i byłem u spowie­dzi. Módlcie się za mnie, bardzo potrze­buję modlitwy i wstawiania się za mną«.

Usłyszeliśmy  potem  przerażający głos dziewczyny: »Z powodu kalumnii jestem potępiona na wieki, bez żadnej nadziei i ulgi. Nic nie możecie mi pomóc. Pomyślcie o swojej wieczności, póki jeszcze macie czas. Uwiodłam kapłana, wiele razy popełniałam ten sam straszny grzech. Nie chciałam się nawrócić i znie­nawidzić grzechu nieczystości. Teraz jestem zatracona na zawsze. Zaraz po śmierci Jezus powiedział mi: Kata­rzyno, niebo nie jest dla ciebie. Na koniec krzyknęła: »moje życie, moje cierpienie, mamma mia…«. Nikt z obecnych nie widział, kim jest ta dziewczyna. (…).

ks. Mieczysław Piotrowski TCh

Katolicki Dwumiesięcznik Ewangelizacyjny Miłujcie się!, nr 1-2011

Bajka?!

Nie. Mocne świadectwo o istnieniu innego, Bożego świata, opowiedziane słowami najbliższej przyjaciółki Natuzzy, Italii Diodati Giampà, która spędziła z nią ponad 60 lat życia.

Inni świadkowie tych niesamowitych zdarzeń zabierają głos w pierwszej książce Luciana Regola Stygmatyczka Natuzza Evolo, wydanej nakładem Wydawnictwa św. Stanisława BM.

ilość stron 224 + 12 (wkładka ze zdjęciami)
format 150x215 mm

Kup książkę przez internet »

***

Fragment książki

Wielokrotnie razem z nią, z jej dziećmi, mężem i kilkoma innymi osobami byłam świadkiem, jak figura Matki Bożej Fatimskiej znajdująca się w kapliczce przylegającej do jej domu – gdzie zatrzymywała się na modlitwie z ludźmi przybywającymi zewsząd, aby z nią porozmawiać – płakała krwawymi łzami, zmieniała wyraz twarzy, poruszała dłońmi, dygotała, albo szyba obudowy, w której jest przechowywana, zachodziła parą, jakby ktoś wewnątrz oddychał. Natuzza jednak zupełnie nie zwracała uwagi na te cuda. Wręcz przeciwnie, chciała swoim przykładem jakby skłonić nas do milczenia i dyskrecji. Zachęcała nas do refleksji nad wielkim duchowym znaczeniem tych zjawisk. Kiedyś zapytałam ją: „Dlaczego Matka Boża robi te rzeczy?”. A ona z niezwykle serdecznym uśmiechem odpowiedziała: „Widzi pani, Ona chciałaby stamtąd wyjść, ze swojej niszy, aby rozdawać łaski wszystkim. Bo każdy obraz Maryi Panny to jakby Ona sama żywa. Dlatego musi pani do Niej mówić, bo Ona słyszy wszystko i wszystkich. Jej jedyną myślą jest przekazywać nam miłość i zachęcać nas do wiary”.

Nikt nie wie, co robiła ta Matka Boża z Paravati. Znalazłam niedawno zdjęcia wykonane pod koniec lat sześćdziesiątych przez mojego męża Libera Giampà. Widać na nich wyraźnie, że Jej dłonie zmieniają pozycję. Libero nie robił ich z zamiarem dokumentowania cudu ani też nigdy nie przywiązywaliśmy do nich zbytniej wagi. Myślę jednak, że dobrze będzie dzisiaj powiedzieć o tych sprawach. Jeśli opowiadam wam o moim życiu u boku Natuzzy, to nie czynię tego z żadnej pychy ani chęci wybicia się na pierwszy plan. Chciałabym jedynie potwierdzić jej duchową wielkość, wyrazić radość, której doznawałam, mogąc być przy niej blisko, a także dać świadectwo wielkiej wiary, jaką jej przykład umiał rozpalać i rozbudzać w nawet najbardziej zatwardziałych lub zranionych sercach. Dlatego postanowiłam przekazać wszystkie moje wspomnienia, pisma, fotografie, które przechowuję, Lucianowi Regolo, aby powstała ta książka. Kiedy przeczytałam jego pracę poświęconą historii Natuzzy , powiedziałam sobie: „Wielu z tych, którzy ją przeczytają, zbliży się do Jezusa”. I zrozumiałam, że również moje opowiadanie może przynieść innym pożytek i pociechę, a także oddać należny hołd tej tak pięknej i wyjątkowej osobie, jaką była Natuzza.

Przychodziłam do niej, aby jej towarzyszyć, we wszystkie Wielkie Piątki, piątki „Męki Pańskiej”. Tak je nazywałam od pierwszego razu w 1950 roku, kiedy to Natuzza powiedziała do mnie: „Proszę pani, musimy odbyć Mękę. Czy będzie pani przy mnie blisko?”. Odrzekłam: „Proszę mi powie dzieć, co mam robić”. A ona: „Pójdźmy na górę i módlmy się razem”. Byłyśmy tylko we trzy: ja, Natuzza i jej szwagierka, jedyna siostra Pasqualego Nicolace, jej męża. Dzieci nie było, posyłała je do krewnych, ponieważ były jeszcze małe. Tłumaczyła mi, że nie chce, aby widziały, jak cierpi, żeby nie wywołać u nich szoku. Dopiero kiedy podrosły, stopniowo były informowane, i także one zaczęły uczestniczyć w mistycznych cierpieniach matki. Najpierw Anna Maria, później wszystkie pozostałe. Podczas Wielkiego Piątku widziałam Natuzzę, jak zwracała się do kogoś, kogo ja nie byłam w stanie zobaczyć. Rozmawiała z Jezusem i Matką Bożą. Było jej przykro, często płakała, ponieważ znajdowała się przed zakrwawionym Jezusem, Jego umęczonym ciałem, i wtedy mówiła: „Ja jestem tutaj, Jezu, i ofiaruję Ci całe moje życie. Skąd tyle złości? Dlaczego wyrządzili Ci tyle zła?”.

Podczas któregoś z Wielkich Piątków – bardzo bolał mnie wtedy kręgosłup – schylając się ku łóżku, by się z nią pożegnać, straciłam równowagę i żeby nie upaść, instynktownie oparłam rękę na czole Natuzzy, gdzie miała liczne rany, które wyglądały, jakby były zadane przez jakieś kolce. To było straszne, poczułam na dłoni cierniową koronę, która była niewidoczna, a jeden z cierni ukłuł mnie w sam środek dłoni, zadając mi przeszywający ból, który do tej pory, po tylu latach, wciąż daje o sobie znać, zwłaszcza w piątki. Natuzza uczestniczyła w cierpieniach Pana, aby odnawiać wraz z Nim Jego ofiarę miłości. Przez te boleści dusze dostępowały zbawienia. Jezus przyszedł na ziemię, aby pozwolić się ukrzyżować, a później zmartwychwstać, dając możliwość odkupienia całemu rodzajowi ludzkiemu, i w ten sposób, wspierając się takimi świętymi duszami jak Natuzza, nadal wypełnia ten wielki plan zbawienia. Ale wszystko to zrozumiem dopiero po czasie i po natarczywych pytaniach kierowanych do Natuzzy, która przeważnie, z racji swej wielkiej pokory i dyskrecji, próbowała uchylać się od odpowiedzi. Naprawdę męczyło ją to, że była uważana za wybraną. Ona czuła się ostatnim z grzeszników, pomimo swej ogromnej dobroci i szczególnego zadania powierzonego jej przez Pana.

Natuzza, która niedawno wyszła za mąż za stolarza Pasqualego Nicolace, mieszkała w naprawdę bardzo ubogim domu. Drzwi otworzyła nam jakaś staruszka. Stały tam skromne łóżko ze stolikiem nocnym i figura Matki Bożej na komodzie koło okna. Starsza pani, która nas przywitała, powiedziała, że Natuzza śpi, ale możemy dać jej chusteczkę: „Ona kładzie ją na piersiach i coś się na niej pojawia. Spokojnie, potem was zawołam”. To był kolejny z darów tej dziewczyny z Paravati, która przykuła uwagę gazet: hemografia. Kiedy kładło się na jej skórze kawałek jakiejś tkaniny, chusteczki, gazy, nawet bieliznę, formowały się na nich wykonane krwią rysunki i święte napisy, czasami również w obcych językach lub po łacinie. Dlatego dziennikarze nazywali ją „kobietą, która rysuje krwią”. Po ludzku nikt nie był w stanie wyjaśnić tego zjawiska. Nade wszystko nie jest możliwe, by umysł oddziaływał na przepływ krwi, a poza tym, choćby mózg miał taką nieznaną zdolność, pozostawało faktem, że Natuzza była analfabetką, zatem to, co się uwidaczniało, zupełnie wykraczało poza zakres jej wiedzy. Ponadto zjawisko to występowało nie z jej woli, ale samoczynnie. Dlatego ktoś mógł nawet doznać rozczarowania, gdy jego chusteczka pozostała biała.

Ten dar, podobnie jak zdolność rozmawiania ze zmarłymi, ujawnił się w Natuzzy, kiedy jeszcze była dziewczyną i pracowała jako pomoc domowa w zamożnej rodzinie Colloków w Mileto. Z powodu rozgłosu, jaki wokół niej powstał, od razu spotkało ją wiele przykrości. Poddano ją nawet egzorcyzmom. Biskup Mileto Paolo Albera, idąc za radą ojca Agostina Gemellego, kiedy Natuzza miała szesnaście lat, polecił zamknąć ją w zakładzie psychiatrycznym, w szpitalu w Reggio Calabria, gdzie przez kilka miesięcy pozostawała na obserwacji u profesora Annibala Puki i jego ekipy. Po latach Natuzza opowiadała mi o tym swoim bolesnym przeżyciu, ale nigdy się nie skarżyła z tego powodu, mówiąc, że ofiarowała to Panu i że poza tym miała możliwość nieść ulgę innym chorym. By wykazać, że hemografia była owocem jej niestabilności psychicznej, pewnej formy histerii, wbijano jej igły do palców, aby wypłynęła z nich krew, a następnie przykładano na nie chusteczki lub bandaże, by sprawdzić, czy tworzyły się z nich jakiś obraz lub napisy, jednak nic takiego nie powstawało. Kiedy indziej czytano jej do znudzenia pewne fragmenty Ewangelii, by sprawdzić, czy później słowa te pojawią się na hemografiach, ale również te eksperymenty okazały się daremne. Krótko mówiąc, nie udało się znaleźć naukowego wyjaśnienia zjawiska, a jednak w dalszym ciągu uparcie stawiano diagnozę histerii, twierdząc że prawdopodobnie ujawnił się jakiś jej nieznany wariant.

Wielokrotnie w ciągu mojej długoletniej znajomości z Natuzzą miałam możliwość osobiście widzieć dary, którymi Pan ją obdarzał, aby rozpalić swoje światło miłości i w ten sposób zbliżyć serca do wiary. Ona zawsze starała się albo ukrywać, albo umniejszać te cuda, ale przebywając przy niej blisko, praktycznie nie można było nie zauważyć jej licznych „wyjątkowych cech”, które uwidaczniały się w codziennym życiu. Wśród najbardziej znaczących epizodów odcisnął mi się w pamięci ten związany z chustką, którą Natuzza zostawiła w moim domu w Catanzaro i po którą wróciła „w duchu”, kiedy my byliśmy poza miastem. Oto jak dokładnie potoczyły się wypadki, które opisał mój mąż Libero kilka miesięcy przed swoją śmiercią:

W naszym domu w Catanzaro przy via Borelli 17, dnia 16 września 1971 (zobacz rejestr bierzmowań przy Domu Instytutu Maryi Wspomożycielki, kierowanym przez siostry salezjanki w Soverato).

Przyszła do naszego domu na śniadanie, ponieważ pewna dziewczyna (sierota – przyp. red. wyd. wł.) miała być bierzmowana u jednej z trzech sióstr mojej żony (siostry Dory). Tego samego dnia przyjeżdżają razem z nią siostra Angelina oraz siostry Emira i Maria oraz monsignor Capellupo. Razem z Natuzzą mąż z dziećmi, Frankiem i Angelą. Po śniadaniu Natuzza wróciła do Paravati. Moja żona i ja odwieźliśmy siostrę Dorę do Bari, gdzie była przełożoną wspólnoty przy via Monsignor Nitti. Wyszliśmy z domu, a żegnając sięz Teresiną i Marią, moja żona uświadomiła sobie, że Natuzza zapomniała chustki, i powiedziała: „Zostawcie ją tam, gdzie leży, a jak wrócimy z Bari, to weźmiemy i zawieziemy ją Natuzzy. Zamknijcie dokładnie drzwi i wszystko uporządkujcie”. Po powrocie z Bari moja żona pospieszyła sprawdzić, czy chustka jest na swoim miejscu! Ale jej nie było. Widząc, że moja żona się tym martwi, uspokoiłem ją i zadzwoniłem do obu sióstr, które mi odpowiedziały: „Gdzie była chustka? Myśmy jej nawet nie tknęły!”. Niepokój Italii ustał dopiero wtedy, gdy jej powiedziałem: „Jutro, 17 (września), pojedziemy do Natuzzy, aby przeprosić za to, co się stało”. Kiedy przybyliśmy do Paravati, Natuzza, zanim jeszcze otworzyliśmy drzwi, wyszła sama ze słynną chustką. Zapytaliśmy, jak to się stało, że ma tę chustkę u siebie. Z typową dla siebie prostotą odpowiedziała: „Musiałam iść do kościoła, a nie mając czym nakryć głowy, razem z aniołem udałam się do waszego domu i zabrałam sobie moją chustkę!”.

Pamiętam, że na widok mojej zmartwionej twarzy Natuzza z uśmiechem dodała: „Moja droga, martwiła się pani niepotrzebnie. Przyszłam z aniołem i wzięłam ją sobie!”. Tymi słowami dała mi do zrozumienia, że wiedziała o tym, jak bardzo byłam przejęta i jak mi było przykro z powodu zagubienia chustki zostawionej u nas „na przechowanie”.

Siostra ujęła mnie za ręce, pobłogosławiła mi, kładąc dłonie na mojej głowie: „Idź, bo Bóg jest z tobą, Matka Boża jest z tobą!”. Istnieją delikatne, ale mocne więzi, które łączą dusze wezwane przez Pana do jakiejś szczególnej misji. Często zdarzało mi się myśleć o tym w ostatnich latach. Matka Speranza, św. Franciszek, dziś mogę także powiedzieć papież Jan Paweł II, który tak bardzo zabiegał o beatyfikację hiszpańskiej zakonnicy. Libero często rozmawiał z Natuzzą o Ojcu Świętym. Miał szczęście poznać go i przyjąć z jego rąk Eucharystię. Natuzza zawsze mówiła, że jest to jeden z najbardziej świętych papieży, jakich Kościół kiedykolwiek miał. W 1998 roku, kiedy udała się na audiencję generalną na plac św. Piotra, wróciła radosna, była pełna szacunku i czci dla niego. Z typową dla siebie dyskrecją niewiele powiedziała, tylko to, że papież Jan Paweł II był stale wspierany przez Jezusa i Matkę Bożą, że miał blisko siebie także św. Franciszka i że Święta Dziewica strzegła go w czasie zamachu w 1981 roku, dokonanego przez Mehmeta Allego Agcę. Często ze wzruszeniem wspominała decyzję Jego Świątobliwości, który poszedł odwiedzić swego niedoszłego zabójcę w więzieniu, pobłogosławił mu i przebaczył. Natuzza, choć nigdy nie wstąpiła na żadną katedrę, często podkreślała piękno i potrzebę ofiarowania miłości i zrozumienia temu, kto zadał nam cierpienie, ponieważ to unieszkodliwia zło i czyni naszą duszę coraz mocniejszą, czystszą, pogodniejszą, całkowicie zdaną na Jezusa, który jest prawdziwą i jedyną Sprawiedliwością. W przeciwnym razie, mówiła, urazy lub gniew zaciemniają nam umysł i czynią nas ciągle słabymi i bezbronnymi.

Z Ojcem Świętym Janem Pawłem II związana jest także postać innego świętego, Ojca Pio, który przepowiedział mu w młodości wybór na papieża.